RSS
sobota, 02 stycznia 2010
kompozycja klamrowa

Rok się skończył prawie tak samo jak poprzedni, wnioskuję więc, że życie jest cyklem cykli. Czy jakoś tak. Nieustająca kompozycja klamrowa. Pocieszające jest jedynie to, że przez fiksację na punkcie nielinearnej koncepcji czasu mogę poczuć się w pełni kobietą, jako że kobietom zapewne bardziej właściwe jest takie ziemskie, cielesne, przyrodnicze i ludowe odczuwanie czasu. (Męska) cywilizacja niesie linearność wraz z pojęciem postępu, których ja jakoś dostrzec nie mogę. Żarty żartami, a wszystkim wszystkiego najlepszego w nowym roku, po raz kolejny, znów i znów. 

PS. Natomiast jeśli chodzi o życiowe nowości, to grałam wczoraj w taką grę komputerową, że się na niby boksuje w powietrzu albo strzela się do telewizora albo skacze się na wyobrażonych nartach albo gra w nanibnego tenisa - słowo daję, otworzył się przede mną nowy kulturowy świat, a w mych wątłych przedramionach powstały zakwasy. 

21:57, czestnova
Link Komentarze (15) »
sobota, 19 grudnia 2009
mnie 30 ljet

Mazi mówi, że mam się ogarnąć i coś napisać. No to piszę. Że miałam wreszcie TE urodziny i poczułam coś w rodzaju ulgi, zamiast popaść w otchłań rozpaczy. Dziwne. Ale może to jest tak jak z pójściem do dentysty lub do spowiedzi. Dużo czekania, lęku i gryzienia się - a potem szast prast i po strachu, załatwione, przyklepane oraz z głowy. Spokój na niemal dziesięć lat. Można teraz sobie spoglądać z wyższością na młodzież  - niedoświadczoną, nieopierzoną, głupiutką i w dodatku nie pamiętającą butów relaksów ani Pi i Sigmy. Tak, a my pamiętamy, bo swoje już na tej ziemi żyjemy. Zachowane w pamięci buty relaksy, Pi i Sigma oraz okrągły stół są niezbitym dowodem na naszą mądrość życiową. Ha! co wy gówniarze wiecie  o życiu? - tak możemy mówić, oglądając przy tym z nostalgią dobranocki z lat osiemdziesiątych oraz teledyski z lat dziewięćdziesiątych. Nie naskoczą nam ze swoimi pryszczami i rozciągniętymi swetrami, a także zgniłym kapitalizmem wyssanym z mlekiem matki. Pozdrawiam pięknych trzydziestoletnich. 

A, no i mam awaryjny plan na życie, jeśli nie spełnię się w nauce. Założę bar śledziowy. 

12:42, czestnova
Link Komentarze (3) »
środa, 11 listopada 2009
dzień mi się jakoś rozlazł, nie mogę się ogarnąć, dlatego piszę o nocnym autobusie, zamiast o 11. listopada
Gdańskie autobusy nocne to jest coś niebywałego. Używam ich od niemal 15 lat i stwierdzam fascynujący paradoks. Od tych 15 lat nic prawie się nie zmieniło w sposobach ich funkcjonowania, a jednocześnie - wciąż potrafią mnie zaskoczyć. Doprawdy, magia. Wczoraj jak zwykle w dzień przedświąteczny ledwo się wcisnęłam w N5, zadając sobie pytanie, czy kiedykolwiek doczekam jakiejś normalnej częstotliwości ich kursowania. Euro 2012, Stolica Kultury 2016, blablabla. Pytanie na tak zwanym marginesie: jak uczestniczyć w kulturze, gdy nie ma jak do tej kultury dojechać lub też powrócić od niej? 

Jednak tym razem chciałam raczej zwrócić uwagę na aspekt społeczno-towarzyski mojego ulubionego autobusu. Co robią ludzie w stanie lekko nietrzeźwym, gdy zmuszeni są wisieć na schodkach lub też stać na jednej nodze z milionem obcych ludzi nadeptujących im na stopy, kładących im się na ramiona oraz sapiących im w uszy? Wczoraj w N5 śpiewali piosenki. Gwoli ścisłości, inicjatorkami śpiewania były jakieś miłe hiszpańskopodobne panie (dokładnie ich nie widziałam, z racji tłoku i ścisku). Czy na programach typu Erasmus uczą wykonywania piosenek discopolo? Jesteś salona* o godzinie pierwszej w nocy bardzo mnie wzruszyło. Podobnie jak śpiewany chóralny dialog między zagraniczniakami a tubylcami. Nie wiem, czy wzruszyło to również kierowcę, raczej podejrzewam, że dorzuciło kamyczek do ogródka pt. "Autobusy nocne to jedna wielka patologia, którą jeżdżą tylko napruci w trzy dupy studenci i nastoletni dresiarze, dlatego należy je puszczać jak najrzadziej i traktować raczej w duchu wagonów bydlęcopodobnych, to nic, że bilety kosztują niemałe pieniądze, niech gówniarze płacą, skoro tak się zachowują, żaden szanujący się dorosły obywatel nie szlaja się po nocach, przecież wystarczy popatrzeć, co oni tu wyrabiają i od razu się odechciewa". 

Musiałam to z siebie wyrzucić, dawno przecież nic nie pisałam na mój ulubiony anty-zetteemowski temat. 

Przy okazji wszystkim dziękuję za wczorajsze niemałe piwo, ostatnio wypadliśmy chyba trochę z wprawy i z obiegu, a może to ja tylko wypadłam - w każdym razie było mi to potrzebne, jak i towarzyszące piwu nocne dziewcząt rozmowy o życiu oraz tzw. ludzkich sprawach, if you know what I mean.  Co ja poradzę, że chłopcy siedzieli akurat przy drugim końcu stołu. Układ przestrzenny wyraźnie zdeterminował charakter poruszanych tematów. Wiadomo o czym mogą mówić kobiety. Przecież nie o problemach społecznych, historii ani polityce. 

* Update będący przypisem, przypis będący updatem: tak, panie śpiewały Salona w miejsce Szalona, co potęgowało efekt komiczno-wzruszający. 
15:56, czestnova
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 listopada 2009
nie jest prawdą, jakoby mój blog zdechł
No nie jest to prawda. Ja po prostu jestem bardzo zajęta. Na ten przykład byłam w Białymstoku na arcyciekawej konferencji z wygodnym hotelem i dobrym jedzeniem, a potem zapadłam na grypę. A teraz muszę nadrabiać pogrypowe zaległości. W ogóle grypa jest wspaniałym narzędziem, służyć może jako usprawiedliwienie wszystkiego, w skali zarówno indywidualnej jak i ogólnospołecznej, na poziomie prywatnym, ale również publicznym. 

Po prostu grypa to słowo klucz. Nie przygotowałeś się na seminarium - mów od wejścia, że jesteś świeżo po grypie. Nie chce ci się iść na imprezę - grypa. Grypa pozwala nie zajmować się dziećmi sąsiadów, nie odrabiać prac domowych, nie przychodzić na ważne zebrania oraz omijać wydarzenia towarzyskie. Osobiście bardzo sobie chwalę grypę. Obejrzałam podczas mojej grypy cały jeden sezon Desperate Housewifes (to z braku Housa). Bardzo ciekawy serial, ukazujący przeogromny rozziew pomiędzy fasadą życia społecznego, a jego kulisami. 

No ale ja nie o tym chciałam. Chciałam podkreślić, że mój blog wcale nie zdechł, nadal pozostając niezwykle ciekawym blogiem poruszającym szereg problemów społecznych. Na przykład weźmy taki problem współżycia międzysąsiedzkiego. Co robić, gdy młodociane sąsiadki urządzają codziennie dyskotekę? Bardzo przeżywam ten fakt, ponieważ w sposób symboliczny moje pójście do młodocianych sąsiadek i uciszenie ich za pomocą tzw. ochrzanu było dla mnie symbolicznym końcem  młodości. Kiedyś uciszano mnie - dziś ja uciszam. Jest oczywiście wiele innych wskaźników końca młodości, dla przykładu: kiedyś wzruszały mnie rzewne piosenki o miłości - dziś się z nich śmieję. No ale to wykracza zupełnie  poza aktualną refleksję, więc pominę ten wątek. Wróćmy do sąsiadek: poszłam, uciszyłam, a one mi mówią, że wcale nie słuchają przecież tej muzyki, tylko chwilowo sprawdzają możliwości głośników. Cóż ja mogłam im na to odpowiedzieć? 

Reasumując, chcę powiedzieć, że nadal, drodzy Czytelniczy, będę Wam tutaj naświetlać liczne problemy współczesnego człowieka oraz paradoksy nowoczesności i ponowoczesności. Na przykład ostatnio zapisałam się na jogę i wciąż nie mogę się zdecydować, czy mnie ta joga śmieszy czy może jednak niezwykle interesuje - oto paradoks ponowoczesności. 
23:00, czestnova
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 października 2009
jesteśmy zblokowani i otrzepujemy tynk?
Co Wy na to? Fragment o lalce barbie postawionej w opozycji wobec szmacianych lalek typu Zuzia coś mi przypomin i to nawet bardzo. A także paczki choinkowe, wątek odzieżowy oraz "Zaczarowany ołówek". To, że czegoś mieć nie można, bo jest niedostępne, odległe lub w ogóle nie istnieje, uważaliśmy za normalne - zastanawiając się kiedyś nad tym, faktycznie miałam poczucie, że w jakimś sensie to doświadczenie nie jest mi (nam?) obce.  Pewna zachowawczość i wycofanie z walki o złote góry, bo przecież nigdy nie da się mieć wszystkiego (hm... you can't always get what you want)? Co myśleć o tezie, jakoby schyłek PRL, przefiltrowany przez dziecięcą optykę widzenia świata, wyposażył nas w pewną wrażliwość (upośledzenie?), której inni nie mają? Czy nie za bardzo dałam się uwieść retoryce nostalgii za utraconym dzieciństwem? 
11:50, czestnova
Link Komentarze (8) »
niedziela, 27 września 2009
kradną mi tematy
Oraz podczas publikacji znikają moje misternie skonstruowane wpisy - czy coś jest nie tak z nowym bloxem? Krótko więc raz jeszcze rekonstruuję. 

Chciałam Wam napisać o mojej fascynacji pewnym kierowcą autobusu, ale uprzedziły mnie lokalne środki przekazy i już o tym napisały: o tutaj. Dodam jednak, że według mnie nie należy sprowadzać zachowania tego pana do stwierdzenia, że wszyscy inni kierowcy są niemili, a on jeden jedyny jest miły. To coś więcej. Kierowca ów cały czas coś gada do mikrofonu, komentuje, można powiedzieć, że gwiazdorzy i zachowuje się jak radiowy didżej. Wychodzi mu to dość fajnie, niepretensjonalnie wcale. Sama przyznam, że - mając okazję już dwukrotnie z nim podróżować - wychodziłam z autobusu roześmiana. A przecież dość szeroko jest znana moja nienawiść wobec ZKM-ZTM. 

Tyle w palącej kwestii komunikacji miejskiej miasta Gdańska. Jeśli chodzi o inne sprawy, to mogę w tym miejscu i o tym czasie wygłosić złotą myśl - nie raz tu już głoszoną - jak to w życiowym nic-się-nie-dzianiu potrafi wiele się dziać. Pod skórą. Tylko jak o tym pisać, skoro to rzecz raczej niewidzialna? Nijak. Więc nie piszę. 

Mogłabym oczywiście pożalić się na nawał pracy i oznajmić, że zmuszona jestem chyba wycofać się z realnego życia towarzyskiego na około miesiąc. Seminarium, jedno wystąpienie, drugie wystąpienie, zajęcia stare, zajęcia nowe, ze dwa teksty do napisania. Z drugiej strony mówię o tym jakoś tak spokojnie, bo ostatnio wyrobiłam w sobie poczucie, że zawsze ze wszystkim się zdąży. Nie wiem jak to się dzieje, ale przekonałam się, że dane zadanie zajmuje dokładnie tyle czasu, ile możemy na nie przeznaczyć. Poza tym stworzyłam nowatorskie, genialne prawo pisania tekstów naukowych (i pewnie nie tylko naukowych), które brzmi: aby szybko napisać tekst, należy go szybko napisać. 

Jutro podobno ma się popsuć pogoda, i-zimno-i-pada ma nastąpić, być może więc wywieje mi z głowy i wymrozi mój aktualny optymizm życiowy, lekuchno tylko zaprawiony melancholią. Ale póki co trzymam pion.
20:25, czestnova
Link Komentarze (8) »
piątek, 04 września 2009
abc betonu
Dzisiaj pewien dresiarz w autobusie nie mógł się nadziwić, że w jego szkole o charakterze technikum albo zawodówki, materiałoznawstwa uczy kobieta. Przeplatając swoją wypowiedź licznymi kurwami, no ale to oczywistość i banał, opowiadał z wypiekami na twarzy swemu równie dresiarskiemu koledze o tym, jak to rzeczona nauczycielka prezentuje na lekcjach film pt. ABC betonu. No jakie to niekobiece, no. 

No weź sobie wyobraź - mówi podniesionym głosem dresiarz do dresiarza. - Wołasz do matki: mamo! robisz obiad? A ona na to: nie! oglądam ABC betonu.  Mamo! Idziesz na zakupy? Nie, oglądam ABC betonu

Tak więc pytanie: czy ktoś miałby do pożyczenia ów film pt. ABC betonu? Nie chce mi się bowiem robić obiadu. Ani go jeść. Troszkę mnie chyba zemdliło. Zakupy natomiast już zrobiłam. Oczywiście były to ubrania i spożywka. Wiadomo. 
19:40, czestnova
Link Komentarze (5) »
środa, 02 września 2009
czekanie jest złe
Nie czekajcie, tylko weźcie i zróbcie teraz to, na co macie ochotę. Albo to, co musicie. W każdym razie nie warto wciąż czekać. To taka mądrość życiowa o życiu, którą notuję tu niejako na marginesie oraz bez uzasadnienia. 

Dodam jeszcze, że odbyłam dziś bardzo emocjonujący dzień wraz z gościem ze stolicy, który przyjechał na wczorajsze obchody wojennej rocznicy. Podczas tego dnia zwiedziliśmy Wrzeszcz, wystąpiliśmy w telewizji internetowej, gdzie gość mój zbudował piękną wypowiedź na temat architektury i polskości, odbyliśmy szereg niespodziewanych spotkań i dyskusji, a także byliśmy w moim dawnym liceum, gdzie pani woźna okazała się bardzo skora do rozmowy (a ja się nawet trochę wzruszyłam, mimo wyraźnego unowocześnienia placówki). A także pierwszy raz w życiu jadłam big maca, wstydząc się bardzo. 

To tyle o mnie na chwilę obecną. Jak widzicie, życie pędzi niczym oszalała karuzela. 
23:21, czestnova
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
mam nic do powiedzenia
Przepraszam, w zasadzie to mam wiele do powiedzenia, mogłabym pisać chociażby o Krakowie, a już najchętniej o wizycie w Nowej Hucie, och jaka ciekawa jest Nowa Huta, kiedyś o tym napiszę, kiedyś-kiedyś. Mogłabym też na przykład o Katowicach, albo pobycie w Zabrzu-Gliwicach, albo o tym, jak to w przyszłości pojadę w podróż po Śląsku śladami zabytków techniki. Mogłabym też wspomnieć o weselu albo ogólnie wypowiedzieć się na temat podkarpackiej wsi w dobie przemian. Bywało się bowiem tu i ówdzie. Co jednak ciekawe, wszystkie te tematy - prócz Nowej Huty -  poruszałam już tutaj w latach poprzednich, co stanowi dowód na cykliczność życia lub też na moją nudność (nudność mojego życia) i jednocześnie wyjaśnia pewną niechęć do rozwijania w/w wątków. Dla wprowadzenia powiewu nowości mogłabym więc opisać wizytę zagranicznego kolegi z kraju sytego Zachodu oraz moje mu objaśnianie Polski oraz jedzenie kotletów schabowych, śledzi i pierogów w celach turystyczno-poznawczych. To byłoby nawet może i ciekawe. Jednak wybaczcie, ale mi się nie chce, gdyż mam wakacyjnego lenia, albo może w szerszym kontekście życiowym wydaje mi się, że nie warto zajmować się pierdołami i pisać o głupotach. Tradycyjnie obserwuję bloga Mazi i wydaje mi się coraz bardziej, co stanowi być może sprzeniewierzenie się sobie samej z czasów młodości, że jednak słowa w stosunku do obrazu są słabiutkie. Blakną szybciej, nudzą się prędzej. A może przegrzał mi się mózgjak donosi prasa, zlasował mi się od nadmiaru bodźców i elektroniki w moim życiu? Urlop, ale nie od pracy, urlop od bodźców i elektroniki poproszę.  
00:42, czestnova
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 lipca 2009
zauważyłam, że jak się umyje okna, to jest jakby jaśniej
Wyraźnie jest jaśniej w pokoju; prawda, że to interesujące zjawisko? Nie będę jednak budować pięknych paraleli, że niby jaśniej w pokoju równa się jaśniej w życiu, ani nic w tym guście. W życiu jak to w życiu, wciąż jest przecież podobnie. Porzucę także temat umytych okien, żeby nie było, że robię wielkie halo z powodu zwykłego sprzątania. Powiem tylko, że na dni parę(naście) wybywam z tego miasta (które istnieje dla nas, jakby ktoś powiedział albo zanucił). Jadę na tour de wesela, zabieram zestaw kiecek, jadę eksplorować południe tego kraju, strzeżcie się, bo może Was odwiedzę. 
22:15, czestnova
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36